poniedziałek, 5 października 2015

niedziela, 27 września 2015

Epilog

Jeśli jesteście na telefonach to polecam włączyć sobie najsmutniejszą piosenkę jaką kiedykolwiek usłyszeliście.


Trzy miesiące później

- No dalej Ally. Przestań. - jęknąłem cicho i podniosłem ją na ręce, tak, że pleckami dotykała mojego torsu.
Chwilę później przyszła Trisha, uśmiechając się.
- Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy, synu.
Uśmiechnąłem się jednostronnie.
- Dzięki, mamo.
Przełknąłem ślinę i pocałowałem Ally w głowę. Zaczęła się wiercić w moich ramionach, więc zacząłem nią delikatnie potrząsać, żeby się uspokoiła.
- Dziennikarz już jest.
Westchnąłem z irytacją.
- Czemu mnie do tego zmusiłaś? - zapytałem.
Moja mama wzruszyła ramionami i westchnęła cicho, kiedy sięgnąłem po butelkę.
- Pomyślałam, że to da ci odcięcie, synu. Przepraszam.
Pokręciłem głową poirytowany i pocałowałem ją w policzek.
- To najlepsza i najgorsza sytuacja, którą mi stworzyłaś, mamo.
- Chcę dla ciebie tego, co najlepsze.
Spojrzałem na tego kutasa i wypuściłem powietrze z płuc.
- Ta, jestem pewny, że dobrze mu zapłacą na koniec tego wywiadu.
Mark zaprosił go do środka, a ja przywitałem się z nim przy drzwiach.
- Pan musi być Zayn Malik. - uśmiechnął się. - Neil, miło mi pana poznać.
- Mi również miło. To moja mama, Trisha.
Trisha uśmiechnęła się i uścisnęła jego dłoń.
- Um, tak. Jestem trochę spóźniony, więc może zaczniemy.
Kiwnąłem głową.
- Moja mama zacznie pierwsza. Muszę nakarmić córkę. Eve, zaprowadzisz pana do salonu?
Kiwnęła głową i uśmiechnęła się, ruszając w stronę salonu. Wziąłem Allison na górę, do jej pokoiku.
Przez cały czas uderzają we mnie wspomnienia, dotyczące Victorii. Tęsknię za nią każdego dnia, a tylko przebywanie z Allison pozwala mi normalnie oddychać.
Dzisiaj jest rocznica naszego ślubu.
Rok temu Victoria i ja się pobraliśmy.
Życzyłem sobie długiego i szczęśliwego życia razem z nią, a dostałem to wszystko odwrotnie.
Tęsknię za nią codziennie.
Uszczypnąłem Allison w policzek i uśmiechnąłem się do niej, kiedy zaczęła wydawać ciche, dziecięce odgłosy.

***

- Ile ona ma?
- Trzy miesiące. - powiedziałem pewny siebie.
- Musi być ciężko, kiedy nie ma jej matki w pobliżu.
Przełknąłem gulę, która utworzyła się w moim gardle. Trochę mi zajęło, żeby publicznie ogłosić, że moja żona umarła.
Wziąłem na siebie Java Hut, ale pozostawiłem imię Victorii.
A teraz, kiedy media wiedzą o jej śmierci, wszyscy chcą przeprowadzać ze mną wywiady. Nie chciałem ich robić, ale jest tylko jeden magazyn, na który się zgodzę - Forbes.
Tylko dlatego, że wiedziałem, że Victoria chciałaby, żebym przez to przeszedł. Potrzebowałem tylko kopa od mojej mamy.
Ale tego, czego ode mnie chcieli, to było dużo więcej, niż byłem w stanie ujawnić.
To prawie jak biografia.
- Na początku tak. Długo się zmagałem, ale przez kilka dni pomogła mi mama, po czym zadecydowała, że muszę sam dać sobie radę.
- Moglibyśmy przejść teraz do konkretów? - włączył kamerę i nagrywarkę, a ja przełknąłem ślinę.
Nienawidzę kamer.
Trisha zabrała Allison, a ja rozprostowałem spodnie i usiadłem.
- Denerwujesz się? - zapytał dziennikarz.
- Trochę. - wzruszyłem ramionami.
- Opowiedz mi o początku twojego życia, nie było takie idealne jak jest teraz.
Pokręciłem głową.
- Nie użyłbym słowa "idealne".
- Możesz oszczędzić szczegóły.
Zdałem sobie sprawę, że nie oddam czegokolwiek, więc westchnąłem.
- Byłem adoptowany. Trisha i Yaser wzięli mnie pod swoje skrzydło razem z Waliyhą.
- Opowiedz mi o swoim biologicznym ojcu.
Spojrzałem za kamerę, na Yasera i z powrotem na dziennikarza. Nawet nie pamiętam jak on miał na imię. Nigel? Wygląda jak Nigel.
- Mój ojciec nie był jak każdy normalny ojciec. Ćpał i pił, kiedy ja byłem w domu.
- Ile miałeś lat?
- Nie pamiętam. - mruknąłem.
- Więc twoja matka...
- Umarła, kiedy byłem mały i dorastałem z ojcem, który popełnił samobójstwo kilka lat późnije. - wytłumaczyłem, żeby ten kutas zrozumiał wszystko klarownie.
- I wtedy wysłali cię do domu dziecka.
- Byłem tam dwa lata, a potem Trisha i Yaser mnie adoptowali.
Kiwnął głową.
- Powiedziano mi, że Yaser nigdy nie był z tobą zżyty. - uniósł brwi.
- Nigdy nie byliśmy blisko.
- Z jakiegoś powodu?
- Terapeuci powiedzieli mi, że to może być wina mojego biologicznego ojca. Dorastałem, nienawidzą swojego taty, więc łatwo mi było nienawidzić Yasera. - przełknąłem ślinę i spojrzałem na Yasera za kamerą.
Przepraszam.
- Yaser był dla dobrym ojcem na początku, dopóki nie powiedział "dobra, dosyć tego". No i skończyło się bycie miłym.
Kiwnąłem głową.
- Racja.
Uniósł brwi i spojrzał na mnie, zamiast na swoją kartkę.
- Żałujesz swojej przeszłości?
Pokręciłem głową.
- Nie. - spojrzałem na moje spinki od mankietów. - Nie wierzę w coś takiego jak "żal". W pewnym momencie chciałeś coś zrobić, więc dlaczego nagle chciałbyś coś cofnąć. To pomogło mi stać się lepszą osobą.
- Więc nie żałujesz niczego?
- Są rzeczy, których żałuję, ale to nie tyczy się mojej przeszłości. Kiedy chodzi o to, jak się zachowuję, to jest coś, czego żałuję, ale jeśli chodzi o to, kim jestem dzisiaj, to nie - nie żałuję.
Kiwnął głową.
- Podoba mi się to. Bardzo mi się to podoba.
Uśmiechnąłem się jednostronnie, ale to nie było przekonujące.
- Myślisz, że twoja żona, Victoria, jest powodem twojej zmiany?
Polizałem usta.
- Tak, zmieniła moje życie.
- W jaki sposób?
Westchnąłem.
- Przez nią zdałem sobie sprawę, że każdy jest zdolny do wszystkiego. Dała mi nadzieję, kiedy się poddałem. Sprawiła, że jestem dzisiaj lepszą osobą.
- Co się jej stało?
- Miała krwotok poporodowy. To znaczy, że straciła ogromną ilość krwi.
- Po za kamerą, to musi ci być strasznie ciężko stary, przykro mi z powodu twojej straty.
Pokręciłem głową.
- Jest w porządku.
Przełknąłem gulę w gardle i kontynuowałem ten gówniany wywiad.
- Jak poznałeś swoją żonę?
Uśmiechnąłem się.
- W kawiarni. Myślę, że ją onieśmielałem.
Koleś zaczął chichotać, a ja zmarszczyłem czoło.
- Nie do końca zaczęliśmy idealnie. - powiedziałem, przypominając sobie jakie to wszystko na początku było dziwne.
W jego oczach błysnęło cwaniactwo, jakby nie do końca zrozumiał słów, które powiedziałem i nawet jeśli nie jestem typem osoby, która mówi dużo, nadszedł czas, żeby zaprzeczyć tym plotkom, które gdzieś się słyszy.
Nie ma czegoś takiego jak bajka, a te wszystkie tabloidy, ukazujące moje życie jako idealne, nie mają kurwa racji.
- Naprawdę?
Kiwnąłem głową.
- Zaczęło się dużo dużo inaczej, niż ludzie myślą. - spojrzałem w dół, kiedy wspomnienia zaczęły do mnie napływać.
- Ale nowy rozdział się otworzył. - uśmiechnął się. - Jak ona się ma?
Allison.
Uśmiechnąłem się.
- Dobrze. Naprawdę dobrze. Moja mama dużo mi pomogła i jestem wdzięczy, że mam ją w pobliżu, kiedy brakuje Victorii, żeby ogarnąć to wszystko.
Kiwnął głową, a jego twarz otrzeźwiała.
- Jak to jest?
Przełknąłem ślinę.
- Ciężko. Nigdy nie pomyślałbym, że dotrzemy tak daleko. - uśmiechnąłem się i spojrzałem na Allison, którą moja mama trzymała na rękach.
Jej oczka były pełne szczęścia i radości i momentalnie mnie to wypełniło.
- Firma ma się oczywiście dużo lepiej, odkąd wróciłem.
- Byłeś odizolowany kilka tygodni. - powiedział,  aja pochyliłem się, żeby chwycić pieluszkę Allison i powycierać rzygi, które ominęła moja mama.
- Ale nie jestem już odizolowany od świata. To nie jestem ja.
Jej palce owinęły się wokół mojego.
- Teraz jestem tylko ja i ona. - uśmiechnąłem się, żeby przekonać go, że mam się w porządku i westchnąłem.
- Do kogo się zwracasz, kiedy nie ma Victorii?
- Do Allison. Daje mi szczęście i nawet jeśli jej mamy już nie ma, widzę w niej Victorię każdego dnia.
Uśmiechnął się i kiwnął głową.
- Twoja mama, Trisha, dużo ci pomogła?
- Tak. - usiadłem prosto i uśmiechnąłem się do mamy. - Myślę, że nie byłbym w stanie zająć się Allison bez niej.
- Myślisz o ruszeniu dalej i przedstawieniu Allison...
- Nie. Myślę, że nigdy nie ruszę do przodu. Była moją pierwszą i jedyną żoną. Allison jest moim życiem.


Cztery lata później.

- Nie tatusiu! - połaskotałem Allison, a wiązanka śmiechu wyszła z jej malutkiej buźki.
Jej policzki się trzęsły, a ja zaśmiałem się, kiedy próbowała odepchnąć moją dłoń. Miała włosy na całej twarzy.
- Magiczne słówko, Ally? - zaśpiewałem.
- Abrakadabra! - uśmiechnęła się, a ja uszczypnąłem ją w policzki.
- Nie..
Chwyciła moją twarz w swoje malutkie dłonie i zostawiła na moim policzku małego buziaka.
- Kofam cie, tatusiu.
- Ja ciebie bardziej, słoneczko. - podrzuciłem ją w powietrze i złapałem, a ona zaczęła chichotać jeszcze bardziej.
- Jesteś głodna?
Kiwnęła główką i zaczęła bawić się moją brodą, której nie miałem czasu ogolić.
- Co chcesz, Ally? - postawiłem ją na podłodze, a ona pobiegła prosto do kuchni, do Eve.
- Ma, mogę prosić o naleśniki? - uśmiechnęła się do Eve, a ja usiadłem na stołku barowym.
- Ally, chodź tu, muszę związać ci włoski. - powiedziałem, gryząc jabłko.
Wstałem, a Allison obeszła stół dookoła i zaczęła biec w moją stronę. Pochyliłem się, chwyciłem ją i podniosłem do góry.
- Rośniesz, malutka. - uśmiechnąłem się.
- Tak jak moja mamusia? - uśmiechnęła się do mnie szeroko.
- Tak, jak twoja mamusia. - kiwnąłem głową.
Posadziłem ją na krześle w salonie i chwyciłem szczotkę, którą tam zostawiłem.
- Nie ruszaj się, Ally. - zmarszczyłem czoło, kiedy zaczęła się wiercić.
- Ale tatusiu, leci Dora Odkrywca!
- Dora Odkrywca jest do dupy. - uśmiechnąłem się, a ona uderzyła mnie w brzuch.
Jak na czterolatkę jest dość bystra.
- Nie, Dora Odkrywca jest fajna, tatusiu!
Uśmiechnąłem się, czesząc jej włosy, a ona znów zaczęła się wiercić.
- Ally, proszę, nie ruszaj się.
Usiadła prosto na chwilę, a kiedy skończyłem, pobiegła prosto przed telewizor.
Westchnąłem i poszedłem do kuchni, gdzie stała uśmiechająca się Eve.
- Wolne?
Kiwnąłem głową.
- Mógłbym wziąć Ally na dwór. Te wszystkie programy w telewizji ją ogłupiają.
- Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy, sir.
Uśmiechnąłem się i podziękowałem jej, dopóki mój wzrok nie wylądował na obrączce na moim palcu.
Nigdy jej nie ściągnąłem.
Wszędzie widzę dziewczyny, ale jakoś nie mogę ruszyć do przodu.
Moja miłość do Victorii jest wciąż silna. Nie mogę tak tego zostawić i nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie to zrobić.
- Ally, chodź do kuchni na śniadanie. - zawołałem.
- Idę, tatusiu. - usłyszałem jej wysoki głosik.
Zajęło jej chwilę zjedzenie naleśników. Ale na koniec jej kucyk i tak się rozwalił.
Ja i Victoria mieliśmy ciemne włosy, a włosy Allison są jasno brązowe. Wiem, że nie ma tego po mnie, więc może ma to po Victorii. Ale są niesamowicie długie.
Nie wiem, czy chciałbym je ściąć.

***

- Ally.
- Tatusiu, gdzie idziemy? - Allison podbiegła do mnie i chwyciła moją dłoń, kiedy szliśmy po żwirowej drodze.
Kiedy weszliśmy do lasu, wspomnienia zaczęły napływać do mojej głowy. Schowałem twarz Allison w swój tors. Przeszedłem przez krzaki i doszedłem do polanki, gdzie postawiłem ją na nogi.
Tym razem wszystko pokryte jest śniegiem. Mała polanka jest bardziej zakryta przez drzewa, kiedy Allison biega w śniegu.
Spojrzałem na drzewo, gdzie był umieszczony projektor, kiedy byłem tu z Victorią.
To miejsce daje mi tyle wspomnień.
Chciałbym, żeby była tu ze mną.
Allison ściągnęła swoją czapkę i rękawiczki i zaczęła się kręcić dookoła, dopóki nie upadła na ziemię.
- Ally, zakładaj czapkę! Jest zimno!
- Kogo ja widzę? - moja mama weszła na polankę, a Allison zabrało dech w piersiach.
- Nana!
- Cześć kochanie. - Trisha pochyliła się i rozszerzyła ramiona. - Chodź i daj mi przytulaska.
Allison próbowała przebiec przez ścieg, ale ją podniosłem i postawiłem bliżej Trishy.
- Cześć Nana!
Trisha próbowała ją podnieść, a ja pokręciłem głową.
- Mamo, jest ciężka, uważaj.
Postawiłem ją na ziemi, a Trisha przytuliła ją, a ja poszedłem do chatki, którą nie byłem w stanie pokazać Victorii, kiedy tu byliśmy.
Chciałbym żeby tu była.
Wszedłem do środka i podniosłem Allison, widząc wszystkich.
Waliyha, Safaa, Doniyha. Moja mama i ojciec zaprosili nawet Jamesa, Amber i Emmę.
Nie rozmawiam teraz z Amber i Jamesem tyle, ile zwykłem rozmawiać. Tylko przy specjalnych okazjach.
Ale Emmy to nie widziałem od czasu ślubu mojego i Victorii.
- Hej Zeus! - Waliyha uśmiechnęła się, kiedy postawiłem Allison na podłodze.
- Jasna cholera, ale urosła! - powiedział James.
- Cholera! - uśmiechnęła się Ally, a ja pokręciłem głową.
- Nie Ally, nie mów tak. James?! - uderzyłem go w ramię, a Allison uderzyła moją nogę.
- Nie tatusiu, nie bij się. - pociągnęła mnie za spodnie, a ja uszczypnąłem ją w policzek.
- Przepraszam, tatuś przestanie. - uśmiechnąłem się, a James mnie uścisnął.
- Dobrze cię znowu widzieć stary.
- Ciebie też. - zmarszczyłem czoło.
Amber wstała, a ja spojrzałem na nią uważnie.
- Wujku James, na ręce, na ręce! - zarządziła Allison.
Tak jak jej tatuś. Chyba będę musiał nauczyć ją trochę manier.
- Hej Zayn. - uśmiechnęła się Amer, a ja kiwnąłem głową.
- Amber.
- Ugotowałam to co lubisz, Zayn. - Trisha uśmiechnęła się, a ja wrzuciłem drewno do kominka.
Allison wykaraskała się z ramion Jamesa i podeszła do mnie, a ja ją odepchnąłem.
- Allison, gorące! - warknąłem.
Natychmiast położyła swoje rączki na klatce piersiowej i wydęła usta. Pocałowałem ją w policzki.
- Widziałam, tatusiu.
- Nie dotykaj, bo się poparzysz. - wytłumaczyłem. - Widzisz, gorące? - wystawiłem rękę tylko kilka metrów od ognia.
- Ogień? - zapytała. - Gorący!
- Ogień parzy. - kiwnąłem głową. - Dobra dziewczynka.
- I wujek James, gorący. - James kucnął i wskazał na siebie. - Bardzo gorący.
Zaśmiałem się, a Allison się uśmiechnęła.
- Wujek James gorący.
- Ta. - zaśmiał się James. - Amber, patrz na to. Ally, co to jest? - James wskazał palcem.
Ally spojrzała na ogień.
- Gorące.
- A wujek James jaki jest?
- Gorący! - zawołała, a nasza trójka się uśmiechnęła.
- Nie, wujek James jest brzydki. - poprawiła ją Amber.
- Brzedki? - Ally zmarszczyła czoło.
- Brzydki. - uśmiechnęła się Amber.
- Brzedki.
- Ty musisz być Allison. - Emma kucnęła i spojrzała na Allison, a Allison schowała się za mnie.
Na pewno ma to po mnie.
- Jest nieśmiała. - mruknąłem i wziąłem ją na ręce.
- Jest piękna Zayn. Przykro mi z powodu twojej straty. - powiedziała sympatycznie.
- Jest okej, tatuś jest silny. - powiedziała Allison, a ja się uśmiechnąłem.
- Ma twoje oczy, Zayn. - powiedziała Emma, marszcząc czoło. - I policzki Victorii.
Spojrzałem w dół na swoją piękną córkę.
- Chyba ma to po swojej matce.
- Myślę, że ma je po was. Jeśli rodzice wyglądają dobrze, nic nie poradzisz na to, że będą mieli piękne dziecko, jak nasza mała Allison.
Allison uśmiechnęła się, kompletnie świadoma tematu.
- Dobrze cię znowu widzieć Emma. - kiwnąłem głową.
Spojrzałem z powrotem na Allison.
- Po tym całym chodzeniu, jesteś głodna?
- Tak, tatusiu!

***

Ludzie na komputerach - klikać w ten LINK

- Cześć kochanie. Przepraszam, że trochę mnie tu nie było. - spojrzałem w dół i kopnąłem trawę. - Ostatnio byłem naprawdę zajęty. Allison rośnie jak na drożdżach. Coraz lepiej maluje i mówi. Jest taka mądra.
Westchnąłem i spojrzałem w górę.
- Emma widziała ją dzisiaj pierwszy raz. Powiedziała, że ma twoje policzki. - uśmiechnąłem się i spojrzałem ponownie w dół. - Codziennie odkrywa coś nowego, dzisiaj na przykład zobaczyła ognisko. Powiedziałem, że jest gorące, a James powiedział, że on jest gorący. - zaśmiałem się, wspominając wydarzenia z dzisiejszego dnia. - Więc oczywiście Allison powtórzyła po nim. I teraz jak na każdym razem go widzi, mówi "wujek James jest gorący". Nie wiem jak z niej to wyplewię. Nauczył ją nawet jak mówić "cholera".
Pokręciłem głową i spojrzałem na nagrobek.
- Chciałbym, żebyś tu była i patrzyła jak dorasta. Przypomina mi ciebie w tak wielu aspektach. - schowałem twarz w dłoniach, kiedy łzy zaczęły płynąć z moich oczu. - Tęsknię za tobą Re. Tak strasznie za tobą tęsknię. Dlaczego musiałaś odejść? Dzisiaj jest nasza czwarta rocznica, a ciebie nie ma.
Otarłem łzy.
- Kocham cię. I przepraszam, za to jak cię traktowałem. Źle cię traktowałem i chciałbym, żeby tak się nie stało. Przepraszam.
- Tatusiu!
Podciągnąłem nosem, kiedy usłyszałem jak Allison biegnie przez trawnik.
Cały czas ścierałem łzy, ale one i tak płynęły jak szalone.
- Ally, chodź tutaj. - mruknąłem.
Pochyliłem się, żeby ją wziąć na ręce. Poprawiłem jej czapkę, a ona się skrzywiła.
- Tatusiu, czy ty przeciekasz?
Uśmiechnąłem się.
- Nie słoneczko, tatuś nie przecieka.
- Co to jest tatusiu?
- Tutaj jest mamusia. - powiedziałem i uklęknąłem na jedno kolano.
Allison usiadła przy nagrobku, a ja ukucnąłem przy niej.
- Dasz mamusi swój list?
Kiwnąłem głową i pocałowałem ją w policzek, chowając list pod kamieniem na jej grobie.
- Kocham cię Victoria.
- Tatusiu, patrz, tu jest moje imię!
Victoria Allison Malik.
- Wiem. - uśmiechnąłem się i wstałem.
- Pożegnaj się z mamusią. - mruknąłem do Allison.
- Kocham cię mamusiu. - pocałowała swoją rączkę i przejechała nią po zimnym kamieniu, po czym ruszyła w moją stronę.
Wziąłem ją na ręce i westchnąłem.
- Pomachaj mamusi Ally. Powiedz "pa, do zobaczenia następnym razem".
- Papa mamusiu. Następnym razem jak przyjdziemy to weźmiemy jedzenie i zostaniemy dłużej, dobrze tatusiu?
Uśmiechnąłem się i kiwnąłem głową, idąc z Ally do auta.
- Dobrze Allison.
- Tatusiu, a dlaczego mamusia nie mówi?
- Bo anioły nie potrafią mówić. Anioły się o nas troszczą. - uśmiechnąłem się.
- Moja mamusia jest aniołkiem? - wytrzeszczyła oczka.
- Tak.
- A ja mogę być aniołkiem tatusiu?!
- Możesz być małą księżniczką tatusia?
Pokiwała entuzjastycznie głową, a ja pocałowałem ją w policzek.
Kocham jej policzki.
- Kocham cię Ally.
- Ja ciebie bardziej tatusiu! - uśmiechnęła się, kiedy zapinałem jej pasy.

List

Victoria
Spędziłem tyle dni i miesięcy myśląc o tym jak Cię straciłem. Jaką pustkę i ile bólu musiałem znieść.
Chciałbym cofnąć czas i zmienić wszystko co się stało. Zachowywałem się samolubnie tydzień przed tym jak umarłaś i Cię nie było. Zniknęłaś.
Jest tyle rzeczy, które mogłem zrobić, ale nie zrobiłem. 
Uświadomiłem sobie przez to, że nie mogę wziąć korzyści z tego co już mam. Że wszyscy i wszystko może się drastycznie zmienić bez mojego wpływu.
Musiałem Cię stracić, żeby zdać sobie sprawę, ile dla mnie znaczyłaś. Otworzyłaś mi oczy. Jestem wdzięczny każdemu kto jest przy mnie.
Ale boli mnie to, że nigdy więcej Cię już nie zobaczę.
Już nigdy nie poczuję tych dreszczy, które czułem, kiedy mnie dotykałaś. Albo nie poczuję tego bicia serca, które czułem za każdym razem, kiedy na mnie spojrzałaś. Ale moja miłość do Ciebie zawsze będzie silna.
Victoria, byłaś przy mnie w moich najczarniejszych godzinach, więc ja będę Twoim światłem w Twoim życiu. Jesteś moją pierwszą, ostatnią i największą miłością. Dopóki Cię nie poznałem, nie znałem prawdziwej miłości, ale kiedy pojawiłaś się w moim życiu, z desperacją zmagałem się, żeby znaleźć odpowiednie słowa, które opiszą moją miłość do Ciebie i jak bardzo cię ubóstwiam.
Na naszym ślubie przysięgałem miłość na zawsze, dopóki mój żywot nie dobiegnie końca
Kocham Cię.



_______________


Cóż, nie wyobrażacie sobie, jak bardzo płakałam, wczoraj i dzisiaj, tłumacząc ten epilog.
Czy możemy zrobić akcję na twitterze?
Piszcie z hasztagiem #frostbiteplmemories i piszcie wszystko, co najbardziej zapadło wam w pamięć z tej części Colda.
A każdy, kto czytał, a nie komentował, ma teraz obowiązek zostawić po sobie chociaż słowo, bardzo was proszę.
Damy wam trochę czasu na ochłonięcie, zanim wypuścimy w świat czwartą część. Na pewno o wszystkim wam poinformujemy, i tu i na twitterze.
W imieniu Martyny i swoim PRZEOGROMNIE wam dziękujemy, za każde małe słówko wsparcia, za czytanie, za komentowanie i przeżywanie tego razem z nami.
Zaczęłam czytać Colda jak tylko Bambi go wypuściła i od dawna marzyłam, żeby móc tłumaczyć tego cudownego fanfika.
Dziękujemy wam za wszystko, jesteście niesamowici! :*

sobota, 26 września 2015

Notatka od autorki

Cześć.
Jestem trochę sfrustrowana, ponieważ dużo ludzi myśli, że zabiłam Victorię kompletnie przypadkowo. Tak jakby to był jakiś rodzaj racjonalego pomysłu, żeby zmusić was do płaczu.
Nie. To nie jest kurwa prawda.
Jebcie się wszyscy hejterzy, którzy tak pomyśleliście.
Tak, zajęło mi to dwie książki, żeby tak to się skończyło, celowo napisałam Frostbite w takim klimacie słodkości słodyczy i miłosnego gówna, żebyście poczuły przez co Zayn naprawdę przechodził.
To wszystko było częścią planu.
Dużo ludzi przeczuwało, że stanie się cos takiego, a i tak mówicie, że to najgorsze zakończenie. Znaczy się, ziomki, to się jeszcze nie skończyło.
Pamiętacie jak pytałam się, czy powinnam zrobić trzecią część Colda, wtedy, kiedy jeszcze pisałam Chills?
Jeśli nie napisałabym trzeciej książki, to Victoria i tak umarła by w Chillsie, kiedy Devon wstrzyknął jej to gówno.
W rzeczywistości umarła by tak czy siak, bo ją zatruł. Ale to fanfiction i chcieliście trzecią książkę, więc kontynuowałam.
To WY prosiliście o trzecią część, a to tylko sprawiło, że się zżyliście z tą historią.
Zastanawiacie się, dlaczego to zrobiłam? Otwórzcie oczy, przestańcie się na chwilę denerwować i smucić i pomyślcie o tym. Nie zrobiłam tego "tak o".
Zawsze jest jakiś powód.
I jeśli dalej myślicie, że to najgorsze zakończenie, to idźie w cholerę. Nie potrzebna mi wasza negatywna energia. Nie zamierzam też wam słodzić.
Możecie co najwyżej mi possać. Tylko mówię.
Ale kocham każdą osobę, która zostanie i przeczyta ten ostatni rozdział Frostbite.
Jeśli bym mogła, wysłałabym wam pizzę.
Kocham was wszystkich.
Chanel xxx


Od tłumaczki:

Wiem, że płaczecie, sama ryczałam, jak czytałam dwa tygodnie temu ten rozdział, ale uwierzcie mi na słowo - epilog jest dużo bardziej emocjonalny. Postaram się go dodać jak najszybciej. Nie będę mówić i obiecywać kiedy dokładnie, bo pracuję rano a potem mam zjebane lekcje hiszpańskiego, a wieczorem idę się napierdolić (hehe, kocham Seville).
Opatulcie się kocem, zjedźcie duże ilości czekolady i pamiętajcie, że to tylko fikcja. Wiem, że macie kompletnie zrytą psychikę, ale są w życiu ważniejsze rzeczy. Selfie Zejna na insta na przykład hehe.
Pozdrawiam, całuję itp
Marta :D

piątek, 25 września 2015

Rozdział 49 - "Powtarzanie."

- Potrzebuje pomocy! - krzyknąłem, wbiegając do szpitala i zauważając trzy pielęgniarki za biurkiem, spanikowane i patrzące na mnie. 
Ruszyły się natychmiast, kiedy zobaczyły krew na mojej koszuli. 
Trzymałem na rękach Victorię, która dalej traciła pełno krwi. 
- Co się stało? - jedna z nich chciała trochę uspokoić sytuacje, chociaż wiem że to jej jebana praca, to miałem ochotę jej coś zrobić. 
- Moja żona! - panowałem i próbowałem obudzić Victorię. - Ona - ona straciła dużo krwi. Nawet nie mogłem powiedzieć pierdolonego zdania bez próbowania jej obudzić. 
Zadawały tysiące pytań, a ja starałem się odpowiadać na każde. Kiedy wspomniałem o porodzie, zaczęły dzwonić jakieś dzwonki. 
- Re, otwórz oczy! - mruknąłem, kiedy pielęgniarka biegła do nas z wózkiem. 
Pokręciłem głową i zacząłem się z nią kłócić, nie chce żeby odebrali mi Re. Popatrzyłem na nią była cała blada i próbowała otworzyć oczy. 
- Zayn...
- Proszę Pana, musi Pan posadzić żonę na wózku, przewieziemy ją na ER. 
- Wszystko będzie dobrze, Re. - powiedziałem i posadziłem ją na wózku. 
Kiedy usiadła, pielęgniarki i doktor zaczęli wieść ją na ER. 
Patrzyłem jak pojawiają się krople krwi na podłodze gdzie stał wózek. 
Co się z nią dzieje? Dlaczego traci tyle krwi?!
Nie mogłem trzeźwo myśleć, byłem cały roztrzęsiony. 
- Zayn! - Trisha weszła do poczekalni. 
Po co ona tu przyszła?!
- Mamo! - przytuliłem ją, a ona poklepała mnie pokrzepiająco po plecach. 
Pomijając że byłem cały w krwi, nie przeszkadzało jej to. Dzięki Bogu miała na sobie czarne ubrania. 
- Co się dzieje? 
- Ona - ona straciła dużo krwi. - mruknąłem. 
- Czy ona miała krwotok? - zapytała.  
- Co to? - uniosłem brwi. 
Nasza rozmowa się zakończyła, kiedy jakiś koleś wyszedł z sali Re. 
- Wszystko z nią dobrze? - natychmiast zapytałem, a on zmrużył oczy. 
- Czy jest...
- Jestem jej mężem. - powiedziałem stanowczo. - Co się z nią dzieje?
- Myślimy że jest to krwotok po porodowy. 
- Okey, a co to jest? 
- Krew matek wzrasta o prawie 50 procentach w ciągu ciąży. To naturalne, że traci krew która zalegała w organizmie po ciąży. 
- Aha. 
- Jednak pańska żona jest jedną z kilku kobiet które miały ten krwotok. Normalnie ciało kobiet jest przygotowane na taki ubytek krwi, ale krwotok po porodowy to poważny stan. Każda nadmierna utrata krwi może postawić kobietę w poważnym zagrożeniu. 
Trisha przygryzła wargę i wykonała kilka telefonów. 
Przewróciłem oczami, kiedy wzięła mój telefon i zaczęła dzwonić także z niego. 
Odwróciłem się z powrotem do doktora. 
- Wiec wszystko będzie z nią dobrze? 
- Jest w dobrych rękach. 
- Czyli, tak?! - zapytałem sfrustrowany. 
- Musimy wykonać operacje, żeby przestała krwawić. Straciła dużo krwi Panie Malik. 
Tak cholernie się o nią boję. 
Czy wszystko pójdzie okej? 
Kilka minut później, dalej czekaliśmy przed drzwiami pomieszczenia. 
Zadzwoniłem do Eve, żeby podziękować jej za opiekę nad Allison. 
- Odsłuchałam twoją wiadomość, co się dzieje? - Amber, wbiegła a ja popatrzyłem się na nią i przeniosłem wzrok z powrotem na drzwi. 
Ja pierdole co ona tu robi?!
Trisha wyjaśniła Amber co się stało. 
Chce aby wszystko było z nią w porządku. Musi być i będzie. 
- Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnąłem się. 
- Zayn...
- Co? - warknąłem, przerywając Amber, a ona przygryzła wargę. 
- Czy Re była blada?
Przewróciłem oczami. 
- Nie wiem, może trochę. Rozmawiała ze mną, więc będzie okej. 
Kiwnęła głową i spojrzała na Trishe. 
- Gdzie Allison? 
- Jest w domu z Eve. - odpowiedziałem. 
Moja matka usiadła obok mnie i starała się zająć mnie rozmową o Ali. 
Nie mogłem powiedzieć jej o wszystkim, bo nie było mnie tam. Albo pracowałem, albo imprezowałem. 
Jestem okropnym ojcem. 
- Nie, nie jesteś. - Trisha, mruknęła. 
Zmarszczyłem brwi i popatrzyłem na nią zdając sobie sprawę, że powiedziałem to na głos. 
- Dlaczego tak sądzisz? - zapytała. 
Przeczesałem włosy palcami. 
- Ponieważ nigdy nie ma mnie w domu. - powiedziałem cicho. 
- Tata miał racje. Jestem taki jak mój biologiczny ojciec. Troszczę się bardziej o Victorię niż o dziecko. 
- Nie ważne co zrobiłeś Zayn. Allison nigdzie nie pójdzie, więc możesz zacząć od początku. Ona jest twoją córką, z twojej i Victorii krwi. 
Westchnąłem i popatrzyłem na nią. 
Jeśli by tylko wiedziała kim byłem i jak się czułem zanim poznałem Re. 
Żadne z tych ojcowskich gówien nie przyszło do mnie naturalnie, nawet jeśli się bardzo staram to trudne. 
Kiedy moja mama nie miała już nic do powiedzenia znowu zacząłem myśleć o Victorii. 
Może miała okres?
Nie, przecież nie traci się wtedy tyle krwi. 
- Są tam pięć minut. Myślisz że będzie z nią okey? - zapytała Amber. 
- Pięć minut?! - jęknąłem. 
Czułem jakby minęła wieczność. 
Amber kiwnęła głową. 
Drzwi się otworzyły i wyszedł z nich ten sam doktor co poprzednio. Natychmiast wstałem, żeby do niego podejść. 
- Wszystko z nią dobrze? Proszę, mogę ją zobaczyć? 
- Proszę Pana. - uniósł ręce, a ja przestałem mówić. 
Ściągnął maskę z twarzy. 
- Zanim tu przyjechaliście była już w trzeciej fazie krwotoku. Straciła około 30/40 procent krwi. Kiedy była na stole operacyjnym potrzebowała poważniej pomocy. Straciła 45 procent krwi. - zrobił pałzę, a ja kiwnąłem głową. 
- Czwarta faza krwotoku w której jest pańska żona jest naprawdę trudna. 
- Wszystko z nią dobrze?! - mruknąłem i poczułem rękę mamy na ramieniu. 
Przygryzł wargę. 
- Tak mi przykro. Straciła za dużo krwi. Było za późno. 
- Nie! - zamrugałem. 
Usłyszałem westchnienie matki. 
Wszystko, mam na myśli wszystko zaczęło się rozpływać. Kawałek po kawałku kiedy patrzyłem na doktora, który miał uratować moją żonę. 
Będzie w dobrych rękach. 
Zaśmiałem się i zmarszczyłem brwi. 
- Nie, to nie jest śmieszne. 
- Proszę Pana. 
- Nie! Nie możesz mówić poważnie! - podszedłem do niego i uniosłem go za koszulkę. - Ona żyje! - wykrzyknąłem przez zęby. - Nie może! Nie!
Wziąłem głęboki wdech i puściłem go. 
- Ona nie jest martwa! Powiedziałeś, że jest w dobrych rekach!
Trisha zakryła usta ręką, z jej oczu zaczęły spływać łzy kiedy do mnie podeszła. 
- Nie! - przeczesałem palcami włosy i pokręciłem głową. - Ona żyje. 
- Zayn...
- Nie! - krzyknąłem. - Ona nie jest martwa! Kłamiesz! Chcę ją zobaczyć!!
- Proszę Pana...
- Pozwól mi ją zobaczyć! Proszę! - nie czekałem na odpowiedz tylko otworzyłem drzwi i zobaczyłem plamę krwi na łóżku. 
Victoria leżała na nim, cała blada a lekarze chodzili obok niej, podszedłem bliżej. 
Doktor kazał wszystkim wyjść, a ja stałem tam patrząc się na nią. 
Moje usta się otworzyły. A moje serce przestało bić. 
- Re, nie!! Nie możesz mnie zostawić! Re, nie możesz!! 
Pogłaskałem ją po policzku, a moje oczy zaczęły wypełniać się łzami, kiedy zdałem sobie sprawę że ona nie żyje. 
Mój sen stał się prawdziwy. 
Moja żona. Victoria Malik, nie żyje. 
- Nie! Nie! Re, obudź się, proszę! Błagam! - krzyczałem. - Nie rób mi tego! 
- Obiecałaś, że mnie nie opuścisz! - łzy zaczęły kapać na jej koszulkę, a ja ująłem jej zimną rękę. 
- Obudź się. Kocham cię. Nie mogę żyć bez ciebie. Potrzebuję cię. 
- Potrzebuje cię! 
- Powiedziałaś na zawsze. Nie możesz mnie zostawić! 
Łzy zaczęły lecieć niekontrolowanie kiedy upadłem na podłogę. 
Schowałem twarz w kolanach. 
Poczułem ręce. Moja matka uklęknęła koło mnie, też płakała. Przytuliłem się do niej i zacząłem płakać w jej ramie. 
- Nie płacz! - mruknęła. - Tak bardzo mi przykro, synku. 
Pociągnąłem nosem i otarłem łzy. Wstałem i podszedłem do Victorii, żeby pocałować ją ten ostatni raz. 
Moje serce przestało bić, niezdolne do miłości, którą obdarzyła mnie przez ten przeszły rok. 
Nowy Zayn, którego stworzyła umarł, kiedy ona umarła. 
Pokręciłem głową i wyszedłem z pokoju. 
Wszyscy stali w korytarzu płacząc. 
James, Amber, Waliyha, Doniya i Saffa. 
Wszyscy tu byli. 
Kiedy drzwi się za mną zamknęły, popatrzyli na mnie, westchnąłem i wyszedłem ze szpitala. 

Mark's POV

Szef się zmienił. 
Ten wielki dom, który wybudował dla Victorii nie jest już dla niego ważny. 
Przez większość czasu zachowuje się jak robot. Nie ma czasu, żeby rozpaczać nad Victorią. 
Eve i ja byliśmy przybici i uroniliśmy łzy. 
On nic. 
Chodzący robot. 
Trisha zajmuje się Allison do kiedy Zayn się pozbiera. 
Współczuje mu. 
Nigdy przez te pięć lat kiedy dla niego pracuje, nie widziałem go tak załamanego. 
Wszystko co robi to pobudka, przeskoczenie śniadania, pójście prosto do pracy i powrót do domu. 
Jeśli jest dobry dzień zje obiad i wróci do łóżka. 
Minęło półtorej tygodnia i nastał czas w którym Zayn się załamał, szczerze nie chciałem tu być i tego widzieć. 
Cała miłość i ból który ukrywał do Victorii to stanowczo za dużo jak dla faceta. 
Nie jestem chujem, ale mężczyźni są bardziej emocjonalni niż kobiety. My po prostu lepiej to maskujemy. 
Zayn jest perfekcyjnym przykładem. Ludzie w pracy dalej sądzą, że jest szczęśliwie żonaty, z małym dzieckiem w domu. Zachowuje się jakby nic się nie stało. Poza domem żyje dalej. 
Ale w domu, jest inaczej. 
Nikt oprócz mnie i Eve nie wie co dzieje się poza tą wymyśloną bajką. 
Eve martwi się o niego cały czas. 
Zaczyna trochę jeść, ale ostatnio zauważyliśmy, że nie bierze już swoich antydepresantów. 
W każdej chwili może się coś stać. 
Jeśli jego pojebany ojciec teraz go widzi musi być z niego dumny. 
Ale tak już jest, Zayn tylko pracuje nic więcej nie robi. 
Nie spotyka się z nikim, nie odpowiada na telefony. Odciął się od życia społecznego. 
- Je obiad. - powiedziała cicho Eve. 
- Dzwoniła matka Re, Victoria. Pogrzeb będzie w piątek. 
- To za trzy dni. Mam mu powiedzieć? - zapytała. 
Westchnąłem. 
- Zrób to co będzie najlepsze. 
- Myślę, że ty powinieneś to zrobić. - przygryzła wargę. 
Zmarszczyłem brwi. 
- Dlaczego ja? 
- Ponieważ, ja tak mówię. Idź już. - mruknęła, a ja przewróciłem oczami i ruszyłem schodami do jego biura. 
Ten dom jest taki wielki i kompletnie brak w nim życia bez Victorii. 
Jej śmierć wpłynęła na nas wszystkich. 
Tęsknie za nią, tak jak wszyscy. 
- Proszę Pana. - zapukałem i zapukałem do pokoju. 
Popatrzył na mnie. 
- Matka Victorii dzwoniła. Pogrzeb odbędzie się w piątek. - mruknąłem cicho. 
Przygryzł wargę i wrócił do pracy. 
Odwróciłem się i wyszedłem z pomieszczenia. 
Wiecie już co mam na myśli? Jak robot. 
Szef którego znałem zacząłby krzyczeć na mnie i powiedziałby żebym się odjebał. 
Zayn którego stworzyła Re podziękował by mi, ale on już nie był ani tym Zayn'em ani tym. 
Nienawidzę tego mówić, ale nie lubię go takiego widzieć. 
Ma dziecko, które ma w dupie. Mam nadzieje, że jego matka przemówi mu do rozumu, bo nawet jeśli nie chce się przyznać to ma rękę do dzieci. 
Eve powiedziała, że jest niesamowity kiedy zajmuje się Ally. 
Jest taki wpatrzony w to żeby zadowolić innych, że nie zauważa swoich dobrych czynów. 
Teraz kiedy Victoria odeszła, musi ruszyć na przód. 
Trisha dzwoniła wcześniej i powiedziała, że przyjedzie później z Allison. Zazwyczaj takie wizyty kończą się rozczarowaniem Trishy i jej wyjściem oraz Zayn'em który wraca do pracy. 
Nie widziałem nikogo kto mógłby tak bardzo siebie zniszczyć jak on. 
Mam nadzieje, że w końcu będzie miał czas żeby to wszystko przemyśleć. 
Martwię się o niego. 

WALIYHA'S POV

Nigdy nie wiedziałam mojego brata w takim stanie. Był taki szczęśliwy z Victorią. 
Wszyscy byliśmy szczęśliwi, ale teraz czuje się jakby ktoś dał mi w policzek. 
Kochałam go odwiedzić, teraz to dziwne. To już nie to samo. 
Niby z nami rozmawia, ale czuje się jakby nie był w pełni z nami. 
Zayn, którego znałam nie jest już z nami. 
Teraz jest zimny i bez uczuciowy. 
Mama i ja odwiedzamy go codziennie. Nie zabieralłyśmy Allison wcześniej, ale minął już tydzień odkąd Zayn jej nie widział. Więc, tym razem jedzie z nami. 
- Mam nadzieje, że ma dziś dobry humor. Zrobiłam jego ulubione danie. 
Westchnęłam. 
- Mamo, jego żona nie żyje, jakbyś się czuła gdyby tata umarł? 
- Uważaj co mówisz, Wal. - powiedziała i wjechała na podjazd. - Mogę sobie tylko wyobrazić przez co przechodzi, chce mu pomóc ale nie potrafię. 
Wyszłam z samochodu i wyciągnęłam ze środka Allison. To dziwne, że wygląda dokładnie jak mix Zayn'a i Re. 
Mama zabrała pudełko z jedzeniem z siedzenia i zamknęła drzwi. Jak zawsze Mark otworzył drzwi i kiwnął do nas, kiedy weszłyśmy do środka. 
Bycie tutaj czyni mnie smutną. 
Strasznie tęsknię za Victorią. Kiedy o niej myślę, mam ochotę się rozpłakać. 
Mama położyła rękę na moim ramieniu kiedy otarłam łzy.  
- Wiem, kochanie. - westchnęła i wzięła głęboki wdech. 
Mogę sobie tylko wyobrazić przez co przechodzi Zayn. Nawet nie był żonaty przez pełny rok i ją stracił. 
Mama zabrała ode mnie Allison kiedy weszłam na piętro poszukać Zayn'a. 
Otworzyłam drzwi do biura i zobaczyłam go. 
Stracił tak dużo na wadze, to okropne. 
- Hej, Zee. - mruknęłam. 
Tęsknie za moim bratem. 
Tęsknie za nim. 
Westchnął i popatrzył na mnie. Cienie pod jego oczami z dnia na dzień były ciemniejsze, a oczy całe czerwone. 
To okropne, kiedy widzisz swojego brata w takim stanie. 
- Hej. - odpowiedział i przytulił mnie, nie tak jak zwykle, to był pusty uścisk. 
- Allison tu jest. - powiedziałam. 
Kiwnął głową i ruszył za mną. 
Kiedy szliśmy przez korytarz mijaliśmy zdjęcia Zayn'a i Re. 
Był z nią taki szczęśliwy. 
Victoria. 
Tęsknie. 
Okropnie. 
Łzy zaczęły spływać po moich policzkach, a Zayn zaczął mi się przyglądać. 
Otarłam łzy i zaczęłam iść dalej, ale on przysunął mnie bliżej. 
- Nie płacz Wal. - mruknął cicho. 
Nie powiedziałam nic kiedy zeszliśmy na dół. Zayn jest taki nieobecny. Nie sądzę, żeby w ogóle płakał nad śmiercią Re. Mama mówiła, że płakał w szpitalu, ale to tyle. 
- Dzień dobry, słońce. - powiedziała i przytuliła go. 
- Jak się czujesz?
- Dobrze. - wymamrotał. 
Obie wiemy, że nie jest dobrze. 
- Wzięłyśmy Ally dzisiaj. 
Zayn nie powiedział nic tylko uniósł brew, kiedy odsłoniłam mu widok na Allison. 
Kiedy jej dotknął, a ona objęła jego palec, musiałam mu się przyjrzeć bo chyba zauważyłam uśmiech. 
- Jej włosy urosły. - powiedział. 
Uśmiechnęłam się. 
- Wiem, definitywnie ma to po tobie. 
Popatrzył na mnie i pogłaskał Ally po policzku. Natychmiast przestał i odsunął się trochę. 
- Chcesz ją potrzymać? - zapytałam. 
Uniósł brwi, popatrzył na mamę i lekko kiwnął głową. 
Powoli położyłam ją w jego ramionach, ale on potrząsnął głową. 
- Nie. 
Zmarszczyłam brwi i zabrałam ją z powrotem. 
- Co? 
- Nie mogę. - odsunął się. - Dlaczego ją tutaj... Nie mogę. 
Mama zaczęła go uspokajać, a Allison się rozpłakała. 
- Shhh. - próbowałam ją uspokoić, ale to było na nic. 
- Zayn, skarbie. Jest okej. 
- Nie! - pokręcił głową. 
- Mamo! - powiedziałam, podając jej dziecko. 
Poklepała ją po plecach i Ally zaczęła się uspokajać. 
- Zayn, wiem że jesteś przestraszony, ale to twoja córka. - mama powiedziała cicho. - Wal, zabierz fotelik wychodzimy. 
Zayn popatrzył na mnie zmieszany. 
- Mamo...
- Musisz wsiąść za nią odpowiedzialność. - odpowiedziała stanowczo. 
Nigdy nie widziałam mamy tak reagującej. Zawsze była po jego stronie. 
- Mamo...
- Chodź Wal. - powiedziała. 
Wtedy to zauważyłam, ona robiła to żeby wzbudzić w nim jakieś emocje, musi zająć się swoją córką. Jest dojrzałym mężczyzną. 
Nie może zostawiać swojego dziecka nam, dlatego że nie ma na to humoru. 
Zabrałam Allison od mamy i położyłam w foteliku. 
- Mamo...
- Naprawdę się na tobie zawiodłam synu. 
Ałć. To chyba najgorsza rzecz jaką możesz usłyszeć od matki. Szczególnie od naszej. Ona nigdy się nie złości, więc jeśli słyszysz coś takiego wiesz, że spierdoliłeś po całej lini.
- Wiem, że przechodzisz ciężki czas, ale nie sądzisz, że już czas żeby pokazać wszystkim że się mylą i dajesz sobie radę? 
- Przyjdziesz jutro? - zapytał. 
Mama i ja wymieniłyśmy spojrzenia. 
- Nie. - pokręciła głową, a ja westchnęłam. 
Popatrzył na nią i jedyne co mogłam zobaczyć na jego twarzy to ból, samotność i bezradność. 
- Mamo...
- Wal, zapnij pasy Ally, proszę. 
Westchnęłam i zrobiłam o co mnie prosiła i usiadłam na miejscu pasażera, a ona obok mnie. 
- Mamo...
- Wszystko będzie z nim dobrze. - mruknęła. 
- Ale... Nie widziałaś jego spojrzenia. 
- Widziałam Wal, to smutne. - popatrzyła na mnie. 
- To nie oznacza, że mamy przestać go widywać. 
- Da radę. 
- Matko! 
- Zobaczymy go na pogrzebie. 
- Wiesz, że się nie pojawi. - powiedziałam. 
- Pojawi. 

ZAYN'S POV

Dzień pogrzebu. 

Oddychaj. 
To wszystko co muszę robić. 
Oddychać. 
Nawet przy tym musiałem myśleć i to za dużo. 
Każda nawet najmniejsza rzecz, przyprawiała mnie o ból. Chciałbym wierzyć że to sen, a ja jeszcze się nie obudziłem. Chcę wierzyć że będzie ze mną dobrze, ale na każdym kroku przekonuje się że to nie prawda. 
Urodziłem się bez szczęścia. 
Wszędzie gdzie nie pójdę widzę szczęśliwe małżeństwa. Stare, dopiero co wzięte albo zwyłe pary. 
Nie byłem ze swoją żoną przez całe 2 lata i już ją straciłem. 
Nie czuje nic oprócz bólu. Ostatnio myślę sobie, może wszystko będzie okej, ale pogarsza się z każdym dniem. 
Uśmiecham się i jakoś przechodzę przez dzień. Śmieje się i rozmawiam kiedy potrzeba. Ostatnią rzeczą jaką chcę to litość. 
Może zasługuje na to żeby stracić jedyną osobę o którą troszczyłem się bardziej niż o siebie i wszystko co mam. 
Może nie zasługuje na bycie szczęśliwym. 
Boże, tak bardzo za nią tęsknie. 
Tęsknie za wszystkim co ma związek z nią. Mieszkanie w tym dużym domu który dla niej wybudowałem jest teraz bez sensu. 
Chciałbym go sprzedać, ale też chciałbym go zatrzymać bo to jedyna rzecz na której dalej widnieje jej imię i nazwisko. 
Jak mam ruszyć dalej, kiedy moja żona nie żyje? 
Nie potrafię nawet zająć się naszyć dzieckiem. 
Znowu jestem sam. 
Wpadłem w większe bagno niż sądziłem. 
Potrząsnąłem głową i zacząłem wypełniać papiery, kiedy usłyszałem jak ktoś otwiera frontowe drzwi. 
Westchnąłem i kontynuowałem wkurzony, kiedy Waliyha usiadła obok mnie. 
- Hej, Zee. - mruknęła. 
- Hej, Wal. 
- Przyjdziesz na pogrzeb? 
- Nie. - ryknąłem, a ona cofnęła się o kilka kroków co trochę mnie otrzeźwiło. 
- Przepraszam, ja... Myślę, że powinieneś pójść.
- Nie idę. - pokręciłem głową. 
Waliyha westchnęła i tym razem odezwała się Trisha. 
- Na dalej, musisz przyjść. 
- Powiedziałem, że nie idę. 
- Kim, jesteś żeby tak odzywać się do matki. 
Mój długopis przestał pisać, kiedy usłyszałem głos zza siebie. Moje serce zaczęło przyśpieszać. 
Yaser. 
Dostrzegłem, że Wal i Trisha wyszły, wiec kontynuowałem pisanie. 
- Zayn, no dalej. - próbował, ale go ignorowałem. 
Jest ostatnią osobą z którą chciałbym teraz rozmawiać. 
- Musisz przyjść. 
- Nie. Pracuje.
- To pogrzeb twojej żony. 
Moje oczy wypełniły się łzami na dźwięk słów które użył, ale natychmiast zamrugałem kilka razy, żeby się ich pozbyć. 
- Nie!
Usłyszałem jak wzdycha, a w następnej chwili zabrał mi z ręki długopis i odłożył go na bok. 
- Przestań pracować. - powiedział, a ja wstałem i zabrałem laptopa ze stołu. - Zayn! 
- Zostaw mnie w spokoju! 
Uścisnął moje ramie tak mocno, że prawie syknąłem z bólu. 
- Synu, popatrz na mnie!
Synu??!
Pokręciłem głową, a on puścił moje ramie. 
Łzy zaczęły płynąć z moich oczu. 
- Przestań pracować! Wiem, że straciłeś żonę, ale musisz iść na pogrzeb. Jesteś jej mężem Zayn. 
Zamrugałem i pokręciłem głową. 
- Nie. 
- Przepraszam. 
Pokręciłem głową, a on przyciągnął mnie i przytulił. 
Znowu mam wszystko przed oczami, każdą rzecz każdy moment przez który przeszliśmy z Victorią. 
Wieczorne rozmowy, miesiąc miodowy, dzień ślubu, piknik w lesie, wycieczka na BoraBora, jej miłość do pizzy i jedzenia, te momenty kiedy przygryzała wargę, to uczucie które czułem kiedy patrzyliśmy sobie w oczy. 
Pokazała mi czym jest miłość, dała mi ją, a teraz odebrała. 
Nikt nigdy nie sprawi, że będę czuł się tak jak przy niej. 
Dała mi życie. Dała mi powód dla którego przestałem tracić moje zdrowie psychiczne. 
To dotyka mnie bardziej niż bym chciał. 
Odeszła na zawsze.
- Przepraszam, synu! Nigdy tego nie chciałem! 
Zamrugałem. 
- Ona nie żyje. - wyszeptałem, a łzy dalej płynęły z moim oczu. - Tato, ona nie żyje!
Moja żona nie żyje! 
- Nie żyje. - mruknąłem. 
- Przykro mi. - powiedział. 
Pokręciłem głową. 
- Wiem, że to boli, ale musisz być tam dla niej. To twoja żona, Zayn. 
- Tęsknie za nią. - wyszeptałem. Tęsknie za nią. Ona nie żyje. Dlaczego, nie mogę być szczęśliwy?!! 
- Zayn...
- Tato, ona nie żyje! - powiedziałem i pokręciłem głową. - Potrzebuje jej. 
- Wiem, synu. 
- Ona była moją żoną. Ciebie nigdy nie było!!
- Co masz na myśli? 
- Nie byłeś na naszym weselu, ani kiedy Allison się rodziła!!
- Ale, jestem tutaj teraz. 
- Chcę ją z powrotem. 
- Wiem, jej matka też. - powiedział i wskazał na drzwi, w których stała Victoria ze łzami w oczach.  
- Kocham cię synu i jestem z ciebie dumny. 
Ponownie mnie przytulił. 
- Nigdy nie stracisz wspomnień, które z nią dzieliłeś. 
Kiwnąłem głową i potarłem czerwone od łez oczy. 
Kiedy je otworzyłem zobaczyłem Victorię przede mną i Yaser'a który wychodził. 
- Dobrze cię widzieć synu. 
Nie mogłem się odezwać. Wyglądała jak Re. Kiedy na nią patrzyłem przypominała mi się Victoria i zaczynałem jeszcze bardziej płakać. 
- Przepraszam. - szepnąłem. 
Poklepała mnie po plecach, żeby trochę mnie uspokoić. Ona też płakała, ale bardziej dyskretnie niż ja. 
Przez ostatni tydzień życia, Re przeszła ze mną okropne chwile. Nigdy nie zasługiwałem na nią. 
Jestem takim idiotą. 
- Już dobrze, skarbie. Ona kochała cię bardzo mocno. - powiedziała. 
Próbowałem przestać płakać, ale po prostu nie dawałem już rady. 
- Jesteś bardzo dobrym mężczyzną Panie Malik. - mruknęła. 
- Cały Zayn. - powiedział Yaser. 
Trzymając Allison, Trisha weszła do kuchni razem z Waliyhą, Safą i Doniyą. 
Uśmiechnęła się do mnie i popatrzyła na Ally. 
- Chciałbyś ją potrzymać tym razem? 
Przełknąłem ślinę i kiwnąłem głową. Jeśli nie mogę mieć już dłużej Victorii, to zajmę się naszą córką. 
Allison jest tym czego pragnęła Re. 
Mama położyła ją na moich rekach tak jak kilka dni temu, a ona oplotła swoją ręką mój palec, uśmiechnąłem się. 
Jej policzki, które tak uwielbiałem w Victorii były takie malutki, pogłaskałem je, a moje serce zabiło w mojej piersi. 

---------

To chyba najgorszy rozdział jaki tłumaczyłam. Chciałam odwlekać to do ostatniego dnia, ale w końcu trzeba go dodać. Płakałam jak głupia. Nie wiem nawet co napisać eh. Miłego czytania? może takie być? Martyna xx

piątek, 18 września 2015

Rozdział 48 - "Jaki ojciec taki syn."

Nie sprawdzany!

Jestem w tym do niczego.
Zawsze miałem nadzieję, że będę dobrym ojcem. Dosłownie krztę nadziei. Ale trzymanie Allison i słuchanie jak ryczy i ryczy doprowadza mnie prawie do szału.
Nie wiem, czemu ona płacze. Jest zmęczona? Ma wzdęcie? Co?!
Może jest głodna.
Ale nie chciałbym obudzić Victorii.
Potrząsnąłem Allison delikatnie i westchnąłem, kiedy jej malutkie, ale widocznie silne płuca wydały okropnie głośny krzyk.
- Shhhh, Ally, już dobrze. - mruknąłem. - Przestań płakać.
Moment później przyszła Victoria. Ziewnęła i wzięła ją ode mnie, siadając na bujanym krześle.
- Napierdzielają mnie cycki. - jęknęła i podciągnęła bluzkę, karmiąc dziecko swoim mlekiem.
Czyli była głodna?
Skąd ona to wiedziała?
Nie znam się na tym. Wiem jedno - dziecko i matka zawsze mają jakąś więź. A co z ojcem? Ma się tylko stresować?
Victoria prawie zasypiała, karmiąc Allison, a ja westchnąłem z ulgą.
Nie dam rady. Muszę odpocząć.
- Jestem do dupy w byciu ojcem. - mruknąłem.
Ku mojemu zaskoczeniu, Victoria to słyszała.
- Nie jesteś.
- Jestem. Jestem do niczego. - zmarszczyłem czoło i wyszedłem z pokoju.
Zszedłem na dół do kuchni, żeby nalać sobie bourbonu.
Pozwoliłem przejść mu przez gardło mimo, że picie z nowo narodzonym dzieckiem w domu nie jest dobre.
Westchnąłem z frustracją, a Victoria weszła do kuchni z Allison na rękach.
- Zayn, nie jesteś bezużytecznym ojcem. To tylko duża zmiana. Z czasem przywykniesz. - zapewniła mnie.
Pokręciłem głową.
- Ona wyczuwa twój strach. Kiedy się jej boisz, płacze. Nie skrzywdzisz jej ani nie upuścisz. - uśmiechnęła się, a ja dostrzegłem pod jej oczami olbrzymie worki, aż poczucie winy zaczęło mnie zjadać od środka. - Widzisz?
- Nie. - pokręciłem głową i przeczesałem włosy z frustracją. - Yaser miał rację. Jestem taki sam jak mój biologiczny ojciec. Nie jestem wystarczająco odpowiedzialny. Jestem...
- Nie, przestań! - prychnęła cicho.
Schowałem twarz w dłoniach.
- Strasznie się staram, ale to i tak jest silniejsze ode mnie.
Victoria westchnęła.
- Chodź do salonu.
Poszedłem za Victorią.
Usiadła na kanapie i położyła Allison na swoich kolanach, owiniętą kocem.
- Dotknij jej brzucha. - mruknęła.
Zmarszczyłem czoło.
- No dalej, zrób to.
Położyłem ręce na jej brzuszku i zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo był napięty.
- Jeśli jest dość mocno napięty lub twardy, to znaczy, że ma wzdęcie. Trzeba ją wtedy przewinąć. Kiedy jest głodna, zacznie ruszać buzią.
Uniosłem brwi.
- Skąd wiedziałaś, że jest głodna? Nie było cię nawet w pokoju.
Uśmiechnęła się.
Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, jak dobrze wygląda jako matka. Pasuje jej bycie rodzicielką.
- Cycki zaczęły mnie boleć.
Uśmiechnąłem się, a ona podniosła Allison i zaczęła głaskać ją po plecach.
- Dużo śpi, więc to nie trudne. Brakuje ci tylko trochę pewności siebie. Dasz radę, Zayn.
Zmarszczyłem czoło.
- Jest taka delikatna.
- Kiedy ja byłam w kruchym momencie, podniosłeś mnie na duchu. Te kilka ostanich tygodni, zanim się pojawiła, pomagałeś mi przejśc przez wszystko. Masowałeś mi ohydnie spuchnięte stopy. Karmiłeś mnie kiedy byłam głodna ale zbyt zmęczona, by się podnieść. Kąpałeś mnie. I to wszystko z miłością. - powiedziała. - Jesteś zdolny do bycia każdym.
Spojrzałem w dół, akurat w momencie kiedy Allison czknęła.
Zaśmiałem się, patrząc na nią. Wyglądała jakby była pijana i zmęczona.
- Płacze za każdym razem kiedy ją trzymam.
Victoria zacisnęła usta.
- Bo się jej boisz.
- Nie boję.
- Boisz.
Westchnąłem i wstałem.
- Idę pod prysznic.

***

- Zayn. - jęknęła Victoria. - Zayn. -powiedziała, tym razem surowym tonem.
A ja trzymałem oczy zamknięte.
- Zayn, wiem, że nie śpisz. Możesz proszę po nią iść?
- Nie.
- Proszę.
Jęknąłem w odpowiedzi.
- Nie no, serio, wiem, ze jesteś w dołku, ale przynajmniej idź i przynieś ją tu! - powiedziała zirytowana.
Nie odpowiedziałem, więc w końcu odrzuciła pościel i nie wyłączyła monitora dziecięcego.
Przez ten właśnie monitor słyszałem, jak na mnie klnie i uśmiechnąłem się, zamykając oczy, kiey usłyszałem jak wróciła do pokoju i usiadła na łóżku.
- Możesz mi podać śliniaczek? Jest na stoliku po twojej stronie. - mruknęła Victoria.
Jęknąłem, siegnąłem po niego i odrzuciłem go w jej stronę. Chwilę po tym, uderzyła mnie nim.
- Mam nadzieję, że dobrze ci się odpoczywa! - prychnęła.
- Ej! - skrzywiłem się. - To ty chciałaś dziecka, co nie? - warknąłem ponad moim ramieniem.
Westchnęła z poirytowaniem i wytrzepała poduszki, kładąc na nich Allison. Odwróciłem się i zobaczyłem, jak Victoria gapi się na Allison.
Zamrugała kilka razy i wstała, po czym wyszła z pokoju.
Westchnąłem i spojrzałem na Allison, głaszcząc kciukiem jej policzki.
- Ktoś tu chyba chce sam z mamusią i tatusiem, co?
Ostrożnie wziąłem ją i otuliłem ramionami, a chwilę potem zasnąłem.
Pobudka następnego ranka była zdecydowanie czymś.
Allison darła się jakby ją ktoś kroił. W moich ramionach.
Jęknąłem i starałem się ją uciszyć, delikatnie dotykając jej ust, przez co zaczęłą jeszcze bardziej szlochać. Zachichotałem cicho, a chwilę potem Victoria wzięła ją ode mnie i też starała się ją uspokoić.
Zmarszczyłem czoło kiedy spojrzałem na jej niedotkniętą część łóżka.
- Gdzie byłaś? - zapytałem.
Nic nie odpowiedziała, więc westchnąłem poirytowany.
- Re..
- Zayn, jestem zmęczona. Nie naciskaj na mnie. - innymi słowy "odpierdol się".
Przegryzłem wargę i powstrzymałem się przd dotknięciem jej. Allison przestała płakać i wcale nie byłem z tego powodu zaskoczony.
Poszedłem wziąć prysznic i przebrałem się w ten sam, biznesowy ubiór.
To samo gówno, tylko dzień inny.
Wracając do pokoju zobaczyłem, jak Victoria prawie zasypia z Allison na rękach. Dziewczynka natomiast, z szeroko otwartymi oczami, oglądała pomieszczenie.
Chciałbym być lepszym ojcem. Może Victoria ma rację.
Boję się, że coś spierdolę, boję się, że stracę kontrolę, kiedy będzie pod moją opieką.
Nie jestem w stanie opiekować się nią kiedy jestem sam. Potrzebuję kogoś ze mną.
Pocałowałem Allison w policzek, a Victoria wzdrygnęła się i odsunęła.
- Jesteś na mnie zła? - zapytałem.
- Trochę tak. - mruknęła zmęczona.
Jeśli nie była by taka zmęczona, nie obierała by tej złej drogi, jednak jest wykończona i ma humorki.
- To przez to, że jesteś zmęczona? - zapytałem podejrzliwie.
- To przez to, że mi nie pomagasz.
Westchnąłem.
- Dzisiaj spróbuję.
- Pewnie spróbujesz. - powiedziała sarkastycznie.
Spojrzałem na nią, ale odpuściłem.
- Kocham cię.
Zamknęła oczy i wyglądała, jakby próbowała zasnąć.
- Kocham cię mocniej. - powiedziałem, naśladując jej głos.
Uśmiechnęła się i otworzyła oczy.
- Kocham cię, Zayn. - powiedziała cicho. - Miłego dnia w pracy.
Uśmiechnąłem się i spojrzałem na Allison.
Pochyliłem się, by pocałować Ally w policzek i palcem przejechałem po jej skórze.
- Cieszę się, że ma twoje policzki. - uśmiechnąłem się.
Victoria spojrzała w dół w uśmiechem na twarzy.
Schodząc po schodach, zdecydowałem, że powiem Eve, że Victoria musi się przespać, a Allison nie śpi.
Victoria potrzebuje przerwy i to moja wina, że jej nie dostaje.
Po siedmiu godzinach pracy, wróciłem do domu wkurzony i zmęczony. Moja mama właśnie wychodziła, kiedy wchodziłem do domu, i pogadaliśmy chwilę, po czym poszła.
Otwierając drzwi do domu, wszedłem na górę i znalazłem Victorię na łóżku.
Pochyliłem się, całując ją w policzek, a ona wypuściła powietrze i przewróciła się na drugą stronę.
Poszedłem do pokoju Allison i zobaczyłem Eve, trzymającą moją córkę.
- Tatuś wrócił. - uśmiechnęła się Eve.
Mi natomiast, jakoś ciężko było się uśmiechnąć.
- Wszystko z nią w porządku? - zapytałem.
- Tak. Właśnie ją przewinęłam, więc teraz pewnie będzie chciała spać. - powiedziała, a ja kiwnąłem głową.
- Dziękuję Eve.
Położyła Allison w jej łóżeczku i wyszła z pokoju, a ja nachyliłem się i poprawiłem jej kołderkę.
- Wróciłeś. - mruknęła Victoria.
Kiwnąłem głową i odwróciłem się w jej stronę. Miała splecione ramiona pod biustem.
- Powinnaś spać. - powiedziałam.
- Próbowałam. Usłyszałam twój głos w monitorze dziecięcym i się obudziłam. - westchnęła i potarła oczy.
Kiedy spojrzałem na Victorię uważnie, zdałem sobie sprawę, jak wykończona jest i jak źle wygląda.
- Jutro jest sobota, to może poopiekowałbyś się nią pół dnia, a ja bym sobie odpoczęła? - zapytała, a ja wytrzeszczyłem oczy.
- Nie wiem.
- Proszę? Jestem wykończona.
- Ale..
Westchnęła poirytowana.
- Nie ważne. Nie martw się o to.
- Re...
- Poradzę sobie sama, w porządku. - wzruszyła ramionami.
- Mogę jutro pracować.
- Jest sobota. Nie pracujesz w soboty. - westchnęła i wyszłą, idąc do naszej sypialni.
- Czasami pracuję w soboty. - wzruszyłem ramionami.
- Jesteś niedorzeczny. - pokręciła głową. - Przez ten cały czas spałeś, a ja opiekowałam się naszym dzieckiem.
- Hej! Nie zapominaj, ze to przez ciebie mamy to dziecko. Ja nigdy go nie chciałem.
Victoria pokręciła głową.
- Serio właśnie to powiedziałeś?! Przecież cię przeprosiłam. Ale myślałam, że mógłbyś zmienić zdanie, kiedy już faktycznie mamy to dziecko. Ledwie co ją dotykasz, Zayn.
- Dotykam. - obroniłem się.
- Oh, serio? Ale się nią nie opiekujesz. Co by się stało, gdyby mnie zabrakło? Nie przetrwałbyś ani chwili.
- Tego dziecka nawet by tu nie było, gdyby nie ty! - prychnąłem.
Twarz Victorii się zapadła, a agresja i złość zniknęły.
Trochę przesadziłem.
- Idę wziać prysznic. - powiedziała zmęczona. - Wkurzyłeś mnie.
Westchnąłem poirytowany i przetarłem twarz dłońmi.
- Przepra...
- Nie, pierdol się. Siebie i te twoje jebane przeprosiny!
Przełknąłem ślinę i wyszedłem z pokoju, zatrzymując się na korytarzu. Wziąłem głęboki oddech i poszedłem do pokoiku Allison, popatrzeć jak śpi.
Przepraszam, że nie jestem dla ciebie dobrym ojcem. Staram się.
Usiadłem na bujanym krześle i gapiłem się to na okno, to na Allison.
Ona i Victoria są teraz moją przyszłością.
- Wygląda na to, ze jutro dzień córci i tatusia. - uśmiechnąłem się, ale to wcale nie dotknęło moich oczu.
Skrzywiłem się.
Nie mam pojęcia, jak ludzie mogą się tak drastycznie zmieniać. Chciałbym mieć kogoś, kto mógłby mi pomóc przejść przez to wszystko. Wiem, że Victoria mi pomaga, ale mam na myśli jakiegoś faceta.
Mark ma córkę, ale szczerze mówiąc, on nawet nie wygląda jak ojciec. Więc byłby chyba ostatnią osobą, do której bym się zwrócił.
Pokręciłem głową i wstałem, pochylając się nad łóżeczkiem i patrząc na Allison. Jej rączki były położone nad jej głową, przez co wyglądała, jakby się rozciągała.
Serce roztapiało mi się na ten widok.
Mimo, że pielęgniarka źle odczytała płeć, to i tak cieszę się, że mamy dziewczynkę. Nawet jeśli przy chłopcu dużo rzeczy byłoby łatwiejszych, kocham moją malutką Allison.

Następnego dnia.

Przez większość dnia Ally spała.
Zachowywała się wręcz perfekcyjnie, kiedy Victoria odpoczywała.
Miałem jedynie kłopot ze zmianą pieluchy. Nie pomyślałbym, że taka mała dzidzia może srać tak często.
Aż się skyrzwiłem, myśląc o tym.
Spojrzałem na śpiącą Allison, włączyłem monitor dziecięcy i poszedłem do sypialni, gdzie Victoria wciąż spała.
Sięgnąłem ręką, by dotknąć jej ramienia, ale mój telefon zaczął dzwonić.
Westchnąłem.
- Malik!
- Sir, ma pan możliwość pojawienia się na dzisiejszej prezentacji?
Zmarszczyłem czoło.
- Jakiej prezentacji?
- Prezentacji baru i restuaracji Nero, którą rozbudował pan z panem Mckenzie Bowden.
Zapomniałem o tym. Nasze życia zmieniły się, odkąd mamy Allison.
Spojrzałem w dół na Victorię, która powoli wybudzała się ze swojego niedźwiedziego snu.
- Oddzwonię.
Victoria rozciągnęła się i ziewnęła, a ja usiadłem obok jej nóg.
- Dobrze się spało?
Kiwnęła głową.
- A ty miło spędziłeś dzień z naszą córką?
Kiwnąłem głową i zmarszczyłem czoło. Byłem zdziwiony, że wytrzymałem tak długo.
- Przez większość czasu spała.
Victoria uśmiechnęła się i przewróciła oczami.
- A to ci szkrab. Już jest dla ciebie miła.
Zmarszczyłem czoło.
- Co?
- Zazwyczaj płacze, albo za jedzeniem, albo żeby ją potrzymać, albo za czymkolwiek. - westchnęła. - W ogóle płakała chociaż raz?
- Nie, spała. - pokręciłem głową. - Ahh, mam dzisiaj jakieś spotkanie.
Victoria zmarszczyła brwi.
- I idziesz?
Odchrząknąłem.
- Cóż, najpierw chciałem się ciebie zapytać.
Spojrzała w dół, odrzuciła koc na bok i wstała.
- Chyba możesz. Tylko nie wróć do domu późno. I po pijaku.
- To prezentacja, nie impreza.

***

- Sir? - to trochę dziwne widzieć dwie Eve w szlafroku i z rozczochranymi włosami.
Przez większość czasu mój przebiegły umysł układał scenariusze i faktycznie pomyślałem o tym, że ona i Mark się pieprzyli, co jest dość niepokojące.
- Shhh. - zakryłem jej usta dłonią, a jej oczy rozszerzyły się.
Zamknąłem oczy, żeby pokój przestał wirować.
- Victoria cię usłyszy. - wyszeptałem.
Zabrałem rękę i poczłapałem do barku.
- Sir? - Eve brzmiała na skonsternowaną. - Chciałby pan trochę wody?
Spojrzałem na Eve, która obeszła dookoła bar i kuchnię.
- Woda jest dla pedałów. - prychnąłem i położyłem ramiona na blacie, kładąc na nich głowę. - Nie mów Victorii, że piłem. - mruknąłem.
ALe tak szczerze to brzmiało raczej jak : Ne mouf Wikouri że piłaeeem.
- Zayn?
Zdusiłem krzyk i wstałem szybko, chowając się za plecami Eve, kiedy Victoria zeszła ze schodów i weszła do kuchni.
- Shhh.
- Zayn. - powiedziała zmęczona.
- Nie, Zayna tu nie ma! - zawołałem.
- Serio, Zayn. Nie mam ochoty na gierki. - odpowiedziała surowo.
Trzeźwy. Udawaj trzeźwego.
Odsunąłem się od Eve, która powoli odeszła, a Victoria stała z ramionami splecionymi pod biustem.
- Zdajesz sobie sprawę, że jest trzecia w nocy?
- Nie. - pokręciłem głową. - Właściwie jest druga po południu.
- Nie, nie jest? - zmarszczyła czoło.
- W Nowej Zelandii tak.
Przewróciła oczami.
- Tak trudno jest być na ciebie złym!
- Dlaczego jesteś na mnie zła? - zmarszczyłem brwi w konsternacji.
Spojrzała na mnie jakbym był tępy.
- Bo powiedziałam ci, żebyś nie wrócił późno. Albo, żebyś nie wrócił pijany. I oh, zobacz, jesteś i późno i pijany.
- Wczesnie. Jestem w domu wcześnie, ponieważ jest trzecia nad ranem. - uśmiechnąłem się.
- Przestań!
Usiadłem na stołku barowym.
- Nic nie robię. - wzruszyłem ramionami.
Victoria westchnęła i spojrzała na górę, kiedy Allison zaczęła płakać.
- Nie spała całą noc.
Dlaczego narzeka na coś, czego tak bardzo chciała?
- To ty chciałaś dziecka. - wzruszyłem ramionami.
Zmarszczyła brwi.
- Chciałam. Ale nie myślałam, że tylko ja będę się nią opiekować.
Mój dobry humor gdzieś uleciał i zacząłem trzeźwieć. Rzeczy, o których rozmowy starałem się uniknąć, nagle się pojawiły i tym razem, nie mogę ich powstrzymać.
Wciąż jestem o to wkurzony, nawet jeśli próbowałem przebaczyć i zapomnieć.
- Może jeśli nie zrobiłabyś za moimi plecami tego, czego zrobiłaś, nie bylibyśmy w tej sytuacji. Jeśli byłabyś cierpliwa, mielibyśmy dziecko kiedy wszystko by się poukładało. Ale nie, ty musiałaś zrobić to za moimi jebanymi plecami.
Victoria mrugnęła.
Nic? Nie ma nic do powiedzenia?
- Ja ci kurwa ufałem! - krzyknąłem, ale nagle się zamknąłem, kiedy zdałem sobie sprawę, jak głośno mój głos poniósł się po domu.
Kiedy odezwałem się znowu, mój głos był niski, ledwo co go kontrolowałem.
- Nie denerwuj się po prostu na mnie. Ona jest tu z twojego powodu. Wiem, ze to moja córka, ale jak mam coś zaakceptować, kiedy nie jestem mentalnie na to przygotowany. Znałaś prawdę od samego początku, ale i tak mnie okłamywałaś. - powiedziałem z zacisniętymi zębami.
Łzy zaczęły błyszczeć w jej oczach.
- Kłamałaś, kłamałaś i kłamałaś, Victoria.
Pokręciłem głową.
- Miałaś zamiat mi kiedykolwiek powiedzieć?!
Przełknęła ślinę i starła łzy.
- Myślałam, że... że ci przeszło.
- Odpowiedz na pytanie. - powiedziałęm wciąż z zaciśniętymi zębami.
Jeśli nie byłbym taki pijany, to bym wstał.
- N-nie. - jej głos był ledwie szeptem.
Pokręciłem głową.
- I co, było warto? - mruknąłem. - To wszystko czego ode mnie chciałaś? Dziecka?
- Nie! Zayn, nie! - kręciła głową i ścierała łzy. - Wiedziałam, że będziesz zły, gdy się dowiesz i przepraszam, Naprawdę przepraszam, ale posiadanie jej sprawia, że czuję się znowu całością.
Wytrzeszczyłem oczy.
- Ja ci nie wystarczam?!
Pokręciła głową. Wyglądała na sfrustrowaną i rozdartą pomiędzy rzeczami, które jej wypomniałem.
- Nie byliśmy małżeństwem nawet dwa miesiące, a ty zrobiłaś takie gówno? - wybłełkotałem. - Wiedziałem, jak abrdzo pragniesz dziecka Victoria, ale nigdy bym nie pomyślał, że stać cię na coś takiego.
Wstałem i w ciszy patrzyłem jak łzy spływają po jej policzkach.
- Mógłbyś nigdy nie zechcieć mieć dziecka, Zayn. - skrzywiła się, a jej głos był cichy. - Zapytałeś mnie ile dzieci będziemy mieć kiedyś, powiedziałeś, że chcesz chłopca, ale nie wydawałeś się być tym tak zaaferowany jak ja.
Powoli traciłem kontrolę.
- Bo mnie do tego przymusiłaś! Zamiast pogadać jak normalna para to samolubnie zrobiłaś coś takiego za moimi plecami.
Victoria cicho podciągnęła nosem, a łzy spadające z jej oczu przestał ją obchodzić.
- Przestań. - wybełkotała. - Proszę, przestań. Przepraszam! Okej?! Przepraszam!
- Kłamałaś jeszcze w jakiejś sytuacji?!
- Co? - pokręciła głową energicznie i szybko ścierała łzy z policzków. - Nie. Nie. Nie okłamałam cię!
- Naprawdę?! - przyjrzałem się jej uważnie. - Bo to było dość spore kłamstwo. A co gorsze, przez cały czas miałem przeczucie, że to ty. - skrzywiłem się. - Zrobiłaś dobre show, Re.
- Przepraszam. - wzięła głeboki oddech, cały czas ścierając łzy.
Zacisnęła usta, pokręciła głową, obróciła się i poszła schodami na górę.

Tydzień później

Powiedziałeś, że będziesz w domu przed dziesiątą. Jest prawie druga. Gdzie jesteś?!
parzyłem na ekran, ale on nagle wygasł, kiedy James klepnął mnie w plecy.
- Jeszcze jedna rundka, dawaj.
- Muszę iść do domu. - wybełkotałem. - Żona się złości. - zrobiłem znaczącą minę, a James się zaśmiał.
- Oh, kurdee. - pokręcił głową. - Dobra stary, w takim razie dzięki, że wpadłeś. Przyjdź też jutro. - zaoferował.
Przewróciłem oczami, kiwając głową i wyszedłem z klubu, wsiadając do Audi.
Kiedy w końcu dotarłem do domu, rzuciłem klucze na blat komody przy wejściu i obróciłem się. Przede mną stała Victoria.
Odskoczyłem ze strachu.
- Łoł. - powiedziałem.
- Prowadziłeś auto? - zmarszczyła brwi.
Nie odpowiedziałem, po prostu przeszedłem obok niej.
Nic nie powiedziała, po prostu nie spuszczała ze mnie wzroku. Jej dłoń spoczywała na jej biodrze i patrzyła na mnie tym spojrzeniem. Mimo tego, że byłem schalny i tak wiedziałem, że mam przesrane.
Ale jestem zbyt naćpany i pijany, żeby się przejmować.
Westchnąłem i powoli ściągnąłem z siebie skórę, a wtedy ona zaczęła nawijać mi makaron na uszy.
- Powiedziałeś mi, że nie zamierzasz wychodzić gdzieś dzisiaj i nagle dostaje wiadomość, że nie wrócisz do domu przed dziesiątą, mimo, że miałeś zająć się dzisiaj Allison.
Nie dopowiedziałem.
- Zayn. Proszę, porozmawiaj ze mną. Jak długo ma się to ciągnąć? - skrzywiła się. - Wychodzisz gdzieś co noc.
- Byłem tylko dwa razy. - mruknąłem.
- Byłeś tylko sześć razy. Sześć razy! - powtórzyła. - Prawie w ogóle nie ma cię w domu, Zayn!
Westchnąłem.
- Przepraszam. Jutro jest sobota, zajmę się nią.
- Mówiłeś tak wczoraj. - pokręciła głową z rozczrowaniem i odeszła.
Szedłem za nią, kiedy odwróciła się nagle i położyła swoje dłonie na moim torsie.
- Śpisz na kanapie. - zmarszczyła brwi. - Allison ze mną śpi.
- Mogę ją zobaczyć? - prychnąłem.
- Nie! - odpowiedziała. - Cuchniesz alkoholem i trawką. Nie zbliżaj się do niej dopóki nie wytzreźwiejesz.
- No i dobra. - przewróciłem oczami i odwróciłem się od niej.
- Dobranoc, Zayn.
Mruknąłem coś w odpowiedzi.
Spojrzałem na zegarek. Było w pół do trzeciej. Westchnąłem i ruszyłem wzdłuż korytarza, żeby wziąć jakieś koce.
Zanim poszedłem spać, wypiłem kika szklanek wody. Westchnąłem cicho i pochyliłem się nad blatem w kuchni, chowając twarz w dłoniach.
Oddychaj. Wdech i wydech.
Móje myśli powoli zaczęły trzeźwieć, kiedy spojrzałem w dół na swoją obrączkę. Momentalnie się skyrzwiłem i wziąłem kolejnego łyka.
Od kiedy oficjalnie otowrzyłem się przed Victorią w sobotę, i wyrzuciłem wszystko, co we mnie siedziało, między nami zrobiło się trochę... niepewnie.
Jestem osobą, która lubi być niezależna i myśleć za siebie, dlatego nie mogę już tak dłużej. Chyba jedynym czasem, kiedy temu podołam, są późne godzinne nocne. A teraz, kiedy wyrzuciła mnie z sypialni i wylądowałem na kanapie, więcej myślę niż śpię.
Tęsknię za tym, co mieliśmy. Tęsknię za nocnymi rozmowami i droczeniem się, ale tak jak już mówiłem - wszystko się zmieniło.
Chyba obydwoje jesteśmy trochę samolubni w ten swój, pokręcony sposób.
Wiem, że posiadanie dziecka powinno zbliżać parę do siebie i chciałbym myśleć, ze to prawda, ale to przeze mnie jest źle, bo ją ignoruję.
Chyba czas się z tym pogodzić. Mleko zostało rozlane.
Allison się urodziła, przecież nie mogę zabrać z poworotem mojej spermy.
Chwyciłem szklankę i wypiłem resztę wody, po czym zgasiłem światła i ruszyłem w stronę mojego tymczasowego łóżka.
Następnego ranka, kiedy się obudziłem, byłem, kompletnie zmęczony.
Nawet kiedy zmuszałem się, by zasnąć z poworotem, wstałem i rozciągnąłem się, czująć, jak chce mi się żygać.
Kurwa. Miałem pełne usta.
Skrzywiłem się i znów się zamyśliłem.
Zamieniam się w mojego ojca.
Pokręciłem głową. Nie, nie mogę.
Ulżyłem sobie i wszedłem do kuchni, widząc Victorię i Eve, ktore patrzyły na Allison i gadały o jakichś babskich rzeczach.
Westchnąłem cicho i spojrzałem na swoje stopy, a potem na Victorię.
No to jedziem.
Wszedłem do kuchni, a one przestały gadać. Odchrząknąłem.
- Dobry. - mruknąłem.
Eve, jak zawsze, uśmiechnęła się do mnie ciepło.
- Dzień dobry, sir.
Victoria nie odpowiedziała, zamiast tego powiedziała coś do Eve.
Eve wzięła Allison od Victorii, a ja westchnąłem.
Oh nie.
Allison idzie z Eve, a to znaczy, że nadchodzi kłótnia.
Albo może powinienem się zamknąć i pozowlić jej się na mnie wydrzeć.
- Jadłaś śniadanie? - spróbowałem nawiązać z nią jakąś konwersację, ale Victoria była na mnie po prostu zła za to, że sobie poszedłem w nocy.
Z resztą nie pierwszy raz.
Czyli coś, co robił twój ojciec, idioto.
Westchnąłem i włożyłem kubek do zlewu.
- To był szósty raz, kiedy przeszedłeś późno do domu. - powiedziała. - I nawet prowadziłeś po pijaku. - spauzowała. - I do tego naćpany.
- Dobrze się czułeś.
- Nie prawda. Ledwo co wypowiadałeś słowa! Zayn, prawie w ogóle nie ma cię w domu. Osttanim razem, kiedy w ogóle rozmawialiśmy, to była zeszła niedziela!
- Byłem zajęty.
- Czym, piciem z Jamesem?! Poprosiłam, żebyś raz zajął się Ally, a ty się nawet nie pojawiłeś. Masz szczęście, że odłożyłam swoje wczorajsze spotkanie. Nawet nie było Eve!
- Pracowałem.
- Mówiłeś, że weźmiesz wolne, żeby się nią zająć. Rzygam już twoimi kłamstwami. Jest coraz gorzej!
Westchnąłem i spojrzałem w dół.
- Nie, zebyś ty tego nigdy nie robiła.
Zacisnęła usta.
Tak, znowu do tego wróciłem. TO nie jest bzyt miłe, kiedy ktoś wyciąga jakieś gówna, które zrobiłeś w przeszłości, co?
- Wiem, że ci ciężko, Zayn! Ale daj mi trochę luzu. Prawie w ogóle nie śpię. I tak jest do dupy, że sama muszę się opiekować Allison, ale opiekowanie się Allison i do tego jeszcze tobą jest już denerwujące.
- Re...
- Mam już dość tego co robisz. Mówisz, że będziesz o jakiejś porze w domu, a wracasz sobie o pierwszej czy drugiej w nocy, pijany. Ale naćpany?! Zayn, byłeś wczoraj naćpany!
Oh, tak jak twój ojciec.
Przegryzłem wargę, kiedy moja świadomość mnie dopadła.
- Zajmę się nią dzisiaj.
- Dasz w ogóle radę? Osttani raz trzymałeś ją tydzień temu!
- A może zobaczymy co?! - prychnąłem, wstałem i ruszyłem w stronę wyjścia z kuchni. Zatrzymałem się jednak i odwróciłem w jej stronę. - skończyłaś?
Kiwnęła głową.
No i tak jak zamierzałem, trzymałem usta zamknięte. Kurwa.
- Eve! - zawołałem i zobaczyłem jak wychodzi z pomieszczenia socjalnego.
Powoli do niej podszedłem i spojrzałem w dół, na Allison, która była w jej ramionach, a potem spojrzałem na nią.
- W porządku z nią?
- Tak. Chciałby pan ją potrzymać?
Kiwnąłem głową i wziąłem ją na ręce. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, ile przytyła.
Jej oczka zaczęł mrugać, kiedy na nią spojrzałem.
Wytrzeszczyła na mnie oczy, przez co zmarszczyłem czoło, ale potem się uśmiechnąłem.
Dmuchnąłem w jej twarz, a ona zamknęła oczy, jej ciało przeszedł dreszcz i znów je otworzyła.
Tak dużo urosła, a minął tylko tydzień.
Przegryzłem wargę i poszedłem do salonu. Poprawiłem jej czapeczkę i bawiłem się jej policzkami.
Kocham je.
Porównując zeszły tydzień i dzisiaj, dużo lepiej mi się ją trzyma.
Prawie inaczej.
Może to całe sześciodniowe chlanie jakoś psychicznie mi pomogło.

***

Przez większość czasu pomagała mi Eve. To znaczy, że robiła prawie wszystko przy Allison.
Starałem się.
Dobrze sobie radziłem, ale kiedy zaczęła płakać to mnie zamurowało. Nie lubię jej płaczu.
Po prostu nie lubię.
Kiedy spojrzałem na nią, kiedy spała smacznie w swoim kocyku, wziąłem głęboki oddech i podziękowałem Eve.
Nie dał bym rady bez niej, a mam nadzieję, że Victoria trochę odpoczęła.
Wszedłem do salonu i parzyłem na śpiącą na kanapie Victorię.
Usiadłem na krańcu.
Ta kanapa jest bardzo wygodna.
Wiem, bo teraz to moje łóżko.
Spojrzałem na Victorię i zdałem sobie sprawę jak spokojnie wygląda. Nie chciałem jej budzić, bo zasługiwała na odpoczynek, ale musiałem z nią pogadać.
Położyłem dłoń na jej ramieniu i delikatnie nią potrząsnąłęm.
- Re.
Jej oczy natychmiast się otworzyły, zamrugała i gwałtownie wstała.
- Co jest?! - zmarszczyła czoło. - Coś się stało z Allison?!
Uśmiechnąłem się i przełknąłem ślinę.
- Wszystko w porządku. Śpi.
Westchnęła z ulgą i położyła stopy na podłodze.
- Zrobię ci herbatę. - mruknąłem.
Uśmiechnęła się i podziękowała mi cicho, po czym poprawiła włosy.
Ten dystans, który był między nami, uświadomił mi, jak odseparowani się staliśmy, kiedy płakała przeze mnie w sobotę.
Starałem się o tym nie myśleć, bo musiałem z nią pogadać.
- Nie chciałem cię budzić, ale muszę cię konkretnie przeprosić.
Victoria spojrzała w dół i westchnęła.
- Re, przepraszam. - pokręciłem głową i spojrzałem w dół na swoje dłonie. - Za wszystko. Dawałem sobie dzisiaj radę, ale i tak zdałem sobie sprawę ile robisz beze mnie.
Spojrzała na mnie.
- Wiem. Rozumiem. Jest okej.
Spojrzałem na nią uważnie, ale ona gapiła się na swój kubek.
- Nauczyłem ją wystawiać język. - uśmiechnąłem się, a Victoria uniosła brwi. - Cóź, kopie mnie czasami. - mruknąłem.
Kiwnęła głową, uśmiechnęła się i wzięła łyka.
- Re. - chwyciłem jej dłoń.
Wyglądała na skonsternowaną, patrząc na nasze dłonie, po czym spojrzała na mnie
Zmarszczyłem brwi.
- Co jest?
- Nic. - westchnęła cicho, kręcąc głową.
Ścisnąłem jej dłoń, a ona ją zabrała.
Przegryzła wargę, położyła kubek na stoliku kawowym i spojrzała na mnie, a jej warga drżała, a oczy zalały się łzami.
Wstała, podeszła do mnie i usiadła, chowając się w moich ramionach.
Owinąłem ją szczelnie w konsternacji. Zamknęła oczy i podciągnęła nosem.
- Już okej, shhh. - wyszeptałem.
Zadrżała, wstała i uwolniła się z moich ramion. Świeże łzy spływały po jej policzkach.
- Nigdy nie ma cię w domu! - wybełkotała. - Nigdy!
- Wiem.
- Nawet mnie już nie dotykasz!
- Wiem. Ale to się zmieni. Już będę w domu. Skończyłem z tym. Nigdy więcej. Jestem dla ciebie i dla naszego dziecka, Re.
Starła łzy i wstała, a ja ją przytuliłem. Pochyliłem się i pocałowałem ją w policzek, a jej słone łzy został na moich ustach.
Pocałowałem ją w usta.
- Jestem tutaj. - wyszeptałem. - Okej?
Kiwnęła głową i podciągnęła nosem, owijając mój tors ramionami. Zamknąłem oczy, pocałowałem ją w głowę i oparłem na niej policzek.
- Tęsknię za tobą.
Zacisnąłem powieki.
Jesteś prawdziwym kutasem Zayn. Nawet własną żonę doprowadzasz do płaczu.
Zacisnąłem swój uścisk.
- Strasznie cię kocham. Przepraszam.
Odsunęła się i otarła łzy.
Powstrzymałem ją i sam starłem łzy kciukiem. Podciągała nosem, a ja chwyciłem jej twarz w dłonie.
- Oddychaj.
Znów podciągnęła nosem, a ja ją pocałowałem.
- Wynagrodzę ci to dzisiaj. Obiecuję.
Victoria zmarszczyła czoło i kiwnęła głową.
- Idę pod prysznic. - wyszeptała.
Znów ją pocałowałem a ona się uśmiechnęła. Jednak to nie był ten uśmiech, który kocham.
Poszedłem do pokoju socjalnego, zapukałem, a Eve wyszła. Uśmiechała się uprzejmie.
- Sir?
- Może o zbyt dużo proszę, ale czy mogłabyś zająć się dziś Allison? Godzinę lub dwie. Chcę zabrać gdzieś Victorię.
Jej twarz się rozświetliła.
- Oczywiście, nie musiał pan prosić. - uśmiechnęła się, a ja odetchnąłem z ulgą.
- Dziękuję Eve. - kiwnąłem głową. - Allison śpi. - powiedziałem i ruszyłem w stronę schodów.
Victoria była w garderobie i kiedy schylała się po stanik, który jej upadł, klepnąłem ją w tyłek. Pisnęła, podskoczyła i odwróciła się w moją stronę z czerwoną twarzą.
Uśmiechnąłem się.
- Przestraszyłeś mnie.
- Przepraszam. Zabieram cię na kolację. - powiedziałem.
- A co z Allis...
- Gadałem z Eve, zajmie się nią. Tylko kilka godzin. Jeśli nie chcesz, to możemy ją wziąć.
- Chyba możemy iść sami. - wzruszyła ramionami. - I tak będzie ciężko.
- Wiem, że będzie. - przegryzłem wargę. - Przynajmniej mogę cię dzisiaj porozpieszczać.
Uśmiechnęła się, pokręciła głową i mnie odepchnęła.
- Idę pod prysznic.
Kiwnąłem głową i wyszedłem z sypialni, idąc do Allison.
Wyglądała tak spokojnie.
Chciałem ją wziąć z nami, ale nie chciałem jej budzić.
Nagle usłyszałem krzyk Victorii.
- Zayn! - jej głos brzmiał na zmartwiony, więc szybko ruszyłem w zdłóż korytarza do naszej łazienki.
- Zayn! - zawołała znowu.
Westchnąłem poirytowany i wszedłem do łazienki. Victoria stała pod prysznicem, trzęsąc się.
- Co?
- Zayn, coś jest nie tak!
Zmarszczyłem czoło i przeskanowałem jej nagie ciało.Nagle mój wzrok zatrzymał się na kałuży krwi pod jej stopami.
Jasna cholera.


Ja pitole sory, za jakieś pół godziny jadę do Hiszpanii na miesiąc, zabijcie mnie.
Dlatego nie sprawdzany i przepraszam jeszcze za to, że tak późno dodaje, szkoła rucha, serio.
I to nawet w dupę czasami.
I przepraszam jeszcze, ale nie miałam czasu poinformować wszystkich, z resztą jest was tak dużo, to chore! :o
Proszę jeszcze o nie spojlerowanie jak się skończy frosbite, a osoby które nie wiedzą to dobrze wam radzę - nie chcecie się dowiadywać w ten sposób :)